Najfajniejsza część Route 66

Najfajniejsza część Route 66

 

Wyjeżdżając z Miasta grzechu zaczyna się dopiero amerykańska przygoda pełną gębą. Naprawdę niewiele osób przylatuje do Stanów by spędzić cały czas w Las Vegas. Większość traktuje to miasto jako wstęp tego co zobaczą z dala od jego świateł, wstęp do prawdziwego Zachodu i Route 66.

 

 

LEAVING LAS VEGAS

 

Wtedy porzucamy hotele na rzecz często bardzo tanich moteli, a zatłoczone autostrady miasta zamieniamy na często zupełnie puste boczne drogi. Wyjeżdżając na wielkie i puste przestrzenie Nevady czy Arizony czujemy się odrobinę jak Thelma i Luza, tyle że bez rewolweru. Ale też szczerze odradzam podróż kabrioletem w tych upałach.

 

Naszym celem tego wieczoru było Flagstaff, miasto z najtańszymi hotelami w tym regionie. Ale jest to także fajnie położona baza wypadowa. O tym dokąd można jeździć z Flagstaff w kolejnych wpisach, a dzisiaj o dniu spędzonym w drodze do tego miasta.

 

 

OBOWIĄZKOWY SPACER NAD HOOVER DAM

 

Oczywiście wyjeżdżając na wschód z Las Vegas punktem absolutnie obowiązkowym jest położona niemal na przedmieściach Hoover Dam.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Zapora jest genialnym dziełem inżynierii. Powstała ponad 80 lat temu, co jak na technologię sprzed niemal wieku jest nie lada wyczynem. Budowano ją 5 lat, a przy budowie, w tym czasie, pracowało 21000 osób, przyjeżdżali do pracy z całych Stanów.

 

O tym jak wielkie to przedsięwzięcie świadczy to, że zapora dostarcza prąd dla dwóch stanów. Warto jednak wiedzieć, że na rzece Colorado, na której jest Hoover Dam jest łącznie ponad 50 zapór, choć żadna z nich nie dorównuje jej wielkością.

 

My nasze zwiedzanie ograniczyliśmy do zdjęć zapory, choć jeśli ktoś ma wystarczająco dużo czasu to może wybrać się także na spacer po niej.

 

Moim zdaniem najfajniejszym miejscem do zdjęć jest most autostradowy nad zaporą. Żeby na niego wejść musicie po przejechaniu punktu kontroli zatrzymać się na parkingu po prawej stronie. Potem czeka na Was jeszcze kilkanaście minut spaceru by w końcu zobaczyć spektakularny widok.

 

Jeśli przyjedziecie na miejsce poza wakacjami to na zdjęciu z góry będziecie mieli także cień mostu nadający kontekst całemu kadrowi.

 

Drugim miejscem, z którego są bardzo fajne zdjęcia są wzgórza po drugiej stronie zapory. Tam warto przyjechać po zmroku, gdy cała konstrukcja jest oświetlona.

 

Jadąc do Hoover Dam warto wiedzieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze przed samym wjazdem w pobliże zapory jest punkt kontroli. Gdy my przybyliśmy na miejsce oznaczało to tylko nieznaczne zwolnienie ruchu – w praktyce trzeba się na moment zatrzymać do momentu aż strażnik pozwoli jechać dalej. Jednak z tego co informuje oficjalna strona zapory – w czasie wakacji i świąt oczekiwanie przed tym punktem może dochodzić nawet do 2 godzin.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Po drugie – przez środek zapory biegnie linia zmiany czasu, gdy ją przekroczycie na wschód będzie już o godzinę później. Warto o tym pamiętać, gdy planujecie coś jeszcze tego dnia zwiedzać w Arizonie.

 

 

STACJA Z KARABINEM MASZYNOWYM

 

W pierwszym wpisie, tym o przygotowaniach do wyprawy, pisałem o tym, że planując każdy dzień trzeba zawsze dać sobie zapas czasu. Na co? Ano właśnie na takie rzeczy jak stacja benzynowa, na której w ogóle nie mieliśmy planu się zatrzymywać. Nawet w ogóle zanim jej nie zauważyłem nie byłem świadom jej istnienia.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Ale – jak to zwykle bywa – ktoś poczuł zew natury więc zjechaliśmy na stację. A tam okazało się, że jest to kolejne miejsce, które Amerykanie zaadoptowali ku uciesze turystów.

 

Za stacją jest wielka strzelnica, na której można postrzelać nawet z broni automatycznej. Jednak wygląd samej stacji zmusza wręcz to tego by zrobić tam nieco zdjęć. Na muralach można odnaleźć inspiracje z filmów, w których broni używano. Oczywiście w takim wypadku nie mogło zabraknąć Rambo, jest też całkiem udany mural z podobiznami bohaterów Ojca Chrzestnego.

 

Zanim to wszystko zobaczyliśmy minęło pół godziny. Właśnie dlatego w planie każdego dnia zostawiajcie sobie rezerwę na tego typu niespodzianki w drodze 🙂

 

 

ROUTE 66

 

Większość osób myśląc o Route 66 ma na myśli prostą drogę wiodącą przez pustkowia. To prawda, podobnie jak poprowadzona zwykle w jej pobliżu autostrada Route 66 miała za zadanie połączyć w najprostszy sposób Chicago z Las Vegas.

 

Jednak jest takie miejsce, w którym Route 66 staje się drogą, która przyniesie radość każdemu fanowi zakrętów. Dojeżdżając do Kingsman należy odbić z autostrady na południe w stronę Oatman.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Gdy już wjedziecie na właściwą drogę czeka na was jedno z tych miejsc, gdzie na asfalcie, jest napis potwierdzający, że oto właśnie znaleźliście się na Mother Road. Ten znak jest namalowany wyjątkowo udanie więc warto się przy nim zatrzymać i zrobić sobie okolicznościowe zdjęcia.

 

Dalej czeka na was wiele mil absolutnie niczego. Na tym odcinku Route 66 prowadzi wśród nieużytków, na których porozstawiane są przyczepy campingowe. Widać, że to wyjątkowo biedna okolica, po tym jak Route 66 przestała mieć znaczenie niewiele się tu zmieniło. A jeśli już to na gorsze.

 

 

COOL SPRINGS

 

Ale te mile pustkowa wynagrodzi wam w końcu miejsce zwane Cool Springs, a dokładnie stacja benzynowa, która się tam znajduje. Choć to też nie do końca prawda, bo historyczna stacja benzynowa spłonęła pół wieku temu.

 

Jednak na początku naszego wieku znalazł się biznesmen pasjonat, który kupił teren, na którym były zgliszcza stacji. Po latach sprzątania i odbudowy można teraz podziwiać stację taką jaką była w czasie świetności. Jednak teraz dystrybutory są już tylko ozdobą, a w budynku stacji jest bar i muzeum.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Całość jest urządzona tak fantastycznie, że nie sposób nie zatrzymać się tam dla zrobienia choćby kilku zdjęć.

 

Na miejscu jest też dość osobliwy kram z różnymi kamieniami i minerałami, ale nie zawsze “czynny”. Polega to na tym, że nie ma obsługi, ale wszystkie twory natury można kupić zostawiając w puszce kilka dolarów. Ile co kosztuje jest wypisane na kartkach.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

 

 

NAJBARDZIEJ KRĘTA DROGA

 

Po spędzeniu kilku chwil w Cool Springs droga wjeżdża pomiędzy góry i zaczyna się prawdziwa frajda dla osób lubiących prowadzić. Jak mówią oficjalne źródła to najbardziej kręty fragment Route 66, na przestrzeni 10 mil jest ponad 120 zakrętów.

 

Droga prowadzi pośród wzgórz i pustkowia. Początkowo można zobaczyć jeszcze kilka domów, ale druga jej część wiedzie pośród niczego. Choć w dole widać coś co kiedyś było zapewne dobrze funkcjonującą kopalnią.

 

I to prawda, że zapewne Jeremy Clarkson by kręcił nosem bo droga jest wąska i żadne Lambo na niej by nie poszalało, ale możecie mi wierzyć, że z mniejszą szybkością też można się na niej fajnie bawić. Zwłaszcza, że droga jest niemal pusta.

 

Po kilkunastu minutach takiej zabawy droga doprowadza do Oatman, miejsca, w którym czas zatrzymał się niemal 100 lat temu.

 

 

KRWAWE POCZĄTKI OATMAN

 

Oatman to miejsce zupełnie niezwykłe – od samego jego zarania. Nazwę zawdzięcza rodzinie Oatman, pochodzącej z Illinois, która w drodze na zachód została zaatakowana i niemal cała wymordowana przez indian.

 

Masakrę przeżyły dwie siostry, jedna z nich później zmarła w wyniku głodu. Ostatecznie pozostała przy życiu tylko Olive Ann Oatman, która uciekła po kilku latach niewoli u indian. Wiele lat później spisała wspomnienia, w których opowiedziała swoją historię.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Jednak miasteczko – w tych czasach składające się głównie z namiotów – za jej życia nosiło nazwę Vivian, od firmy Vivian Mining Co., która posiadała miejscową kopalnię złota. W tych czasach, na początku XX wieku była to jedna z największych kopalni złota w Stanach. Miasteczko nazwę Oatman przyjęło dopiero po śmierci Olive Ann, w 1907 roku.

 

Oatman żyło z wydobywania złota aż do połowy lat 30-tych, a gdy złoża się skończyły, a od upadku uratowała je wybudowana wtedy Route 66. Przez kolejne 30 lat miasteczko prosperowało dzięki kierowcom, którzy zatrzymywali się tam w drodze przez Stany. Aż w połowie lat 50-tych cios, zdawałoby się ostateczny, zadała mu budowa autostrad.

 

Stara Route 66 przestała być potrzebna, niemal nikt nią nie jeździł. Opuszczone Oatman stało się jednym z miast duchów, których sporo jest przy starej drodze.

 

Dopiero w latach 90-tych XX wieku moda na Route 66 i zwiększający się ruch turystów spowodował, że miasteczko nieco ponownie ożyło.

 

 

MILION DOLARÓW W OATMAN HOTEL

 

Dziś najbardziej znanym miejscem w jest budynek o nazwie Oatman Hotel. Jest to miejsce niezwykle klimatyczne, na piętrze w jednym z pokoi swoją noc poślubną spędzili Clark Gable i Carole Lombard. Choć dzisiaj nie ma już tam hotelu to pokój pozostał, można go zobaczyć, stare metalowe łóżko, pościel i gramofon czekają jakby nowożeńcy mieli tam jeszcze powrócić.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Jednak najbardziej niezwykłym miejscem we wnętrzach jest restauracja i bar. A właściwie jej część przeznaczona dla gości.

 

Jeśli kiedykolwiek jechaliście przez Stany to pewnie gdzieś trafiliście na zwyczaj przyklejania jednodolarowych banknotów na ścianach czy sufitach. Ja także widziałem takich miejsc pewnie co najmniej kilkanaście.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Jednak tylko w Oatman Hotel jest ich aż tyle, że w całym lokalu nie ma już wolnych miejsc na ścianach, a z sufitu jednodolarówki wiszą jak tysiące confetti. Ale nadal każdy kto chce może dołożyć swoją, na barze leży pisak i pistolet do zszywek. Nie wiem czy można w jakikolwiek sposób policzyć ile tam jest pieniędzy na ścianach? Być może nie milion, ale setki tysięcy są z pewnością. Oczywiście my też zostawiliśmy swoje dolary na ścianie 🙂

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Jak dobrze poszukacie, na niektórych ścianach są bardzo stare banknoty, które nie są już od dawna w użyciu. Dla bezpieczeństwa – przed zbyt rozpalonymi tym widokiem kolekcjonerami – są już zalakierowane.

 

 

OSŁY Z OATMAN

 

Gdy przyjechałem tutaj po raz pierwszy szczerze mówiąc zgłupiałem. Na środku drogi leżał osioł. Nie ruszał się.

 

Dopiero spacer po miasteczku wyjaśnił wszystko. Jest ono zamieszkiwane między innymi przez stado osłów, które czują się tutaj – co w sumie zrozumiałe – jak u siebie. Jeśli taki osioł ma ochotę odpocząć to kładzie się dosłownie tam gdzie stoi i nic go nie ruszy tak długo jak nie postanowi sam wstać.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Osły podchodzą do ludzi, węszą w poszukiwaniu jedzenia. Jeśli pozostawicie wystarczająco niski samochód z otwartym oknem to osioł z pewnością wsadzi tam łeb w poszukiwaniu czegoś co można zjeść.

 

 

OTWARTE ALBO NIE

 

Miasteczko jest bardzo oryginalne, przede wszystkim poza Oatman Hotel chyba wszystkie inne budynki są tutaj drewniane. W większości sprzedawane są pamiątki dla turystów. Jest też miejscowa poczta, bar oraz muzeum górnictwa.

 

Najfajniejsza część Route 66

 

Na każdym kroku widać, że mieszkańcy, czy właściciele budynków to wyjątkowe oryginały, jednak wszystkich przebija opis godzin otwarcia jednego ze sklepów.

 

Brzmi on mniej więcej tak:

 

Otwieramy najczęściej 9 albo 10 rano.

Okazjonalnie otwieramy tak wcześnie jak o 7,

ale niektóre dni tak późno jak o 12 lub 1.

Zamykamy około 5:30 albo 6, albo okazjonalnie o 4 lub 5,

ale czasami tak późno jak o 11 lub o 12.

Niektóre dni albo popołudnia nie ma nas wcale.

A później jesteśmy tu na okrągło.

 

Prawda, że urocze? 🙂

 

 

MOJE REKOMENDACJE:

 

Hoover Dam – jedna z największych konstrukcji na świecie tego typu, warto zobaczyć, jeśli ktoś nie jest pasjonatem to wystarczy z mostu na autostradzie.

 

Cool Springs – koniecznie, jedno z tych niezapomnianych miejsc na trasie Route 66.

 

Oatman – 3x tak, bo takich miejsc już prawie nie ma, bo klimat miejsca jest naprawdę niesamowity, bo dodanie swojego dolara na ścianie, z tysiącami innych jednodolarówek to niesamowita frajda. A w bonusie ta kręta droga.

 

 

Następnym razem opowiem wam o Flagstaff, do którego z Oatman dotarliśmy już po zmroku. Zapraszam.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o