Przychodzi baba na pole słoneczników… to kolejna część przygód fotografa z płcią piękną, choć w tym przypadku nie tylko. Miejscem wydarzeń jest malownicze pole słoneczników w okolicach Poznania.

 

Mowa o polu słoneczników, o którym kilka dni wcześniej napisały poznańskie portale, pojawiło się też nieco filmów stamtąd w internecie. I szczerze mówiąc to właśnie nieco mnie zniechęcało by tam pojechać. Bo skoro wszyscy o tym napisali to można się spodziewać, większej ilości chętnych do robienia tam zdjęć. Ale w końcu postanowiłem ulec ciekawości i zrobić kilka zdjęć tego właśnie słonecznego pola.

 

Przychodzi baba na pole słoneczników

 

Jednak w najdalej nawet idących podejrzeniach nie spodziewałem się tego co zobaczę na miejscu. Dojechałem do zjazdu do Kórnika, przed którym było widać pole. Z drogi szybkiego ruchu wyglądało, że jest spoko, nic tylko się zatrzymać i zrobić kilka zdjęć. Choć w planie miałem także film z drona.

Pokonując meandry bocznych dróg dojeżdżam w końcu na skraj pola i…

Co się tu odpierdala????

 

 

 

TO JEDNAK NIE McDRIVE

 

W pierwszej chwili myślałem, że to co widzę to jakiś zagubiony koniec kolejki po frytki do odległego o kilkaset metrów McDrive. Ale nie! To całe zaparkowane towarzystwo buszowało po polu słoneczników.

Wzdłuż polnej drogi non stop stało po kilkanaście samochodów, często nawet więcej. Trafiali się tacy, którym nie chciało się szukać miejsca i raczyli wjeżdżać na skraj pola bo tu bliżej do słoneczników!

W ciągu dnia jest trochę lepiej, ale jak tylko zbliża się zachód słońca to trudno tu zaparkować i ponoć są kolejki chętnych na zdjęcia.

 

 

 

PRZEPROWADZKI NA POLE SŁONECZNIKÓW

 

W jeszcze większe zdziwienie wprawił mnie odziany w odświętną koszulę jegomość. Ze swojego suva wydobył zestaw kawowy składający się z 2 krzeseł i stolika i zawlekł to wszystko na pole.

I nie był jedyny! Kilkanaście minut później inny, tym razem kapiący potem z nosa Janusz wlekł za swoją Grażyną na pole szafkę i jakieś skrzynki. Przy okazji potrącił szafką towarzyszącą im fotografkę, która miała uwiecznić tą ferniturę pomiędzy słonecznikami.

A Janusz był wyjątkowo zdesperowany bo nie fatygował się dookoła, ale pchał te sprzęty na wprost przez prowizoryczne ogrodzenie. Oczywiście złamane po drodze słoneczniki nie miały znaczenia wobec tak szczytnej misji uwiecznienia Grażyny i fernitury.

 

 

 

Z POLA NA POLNĄ

 

W ogóle wydaje się, że przy polu mogłaby spokojnie stacjonować karetka dla ciężarnych. Serio. Takiej ilości ciężarnych jak tam to nie widziałem nigdzie. No może poza kolejką w Lidlu, gdy akurat byłem pierwszy do kasy.

Nie wiem co tak magicznego jest w tej uprawie, że akurat ciężarne uznały, że ich będący w drodze bobas potrzebuje by mama pomiętoliła o brzuch kilka słoneczników?

A gdyby rozstawić na środku pola odpowiednie sprzęty, to jestem przekonany, że część ciężarnych zdecydowałaby się tam rodzić.

Przy okazji – w związku z oczywistymi rozmiarami brzucha ciężarne muszą się przebierać w te wszystkie woalki do zdjęć na środku polnej drogi, przy samochodzie. I każdy człowiek, który tą drogą akurat jedzie czy idzie jest ofukany, że śmiał ją zobaczyć w takim intymnym momencie owijania w tiule.

(dla niezorientowanych – najwięcej Poznaniaków urodziło się na porodówce, która znajduje się na ul. Polnej)

 

 

MIASTOWE NIE WIEDZĄ

 

Oczywiście pole jest rajem dla wszelkiej maści gwiazd internetu i osób znanych tylko z tego, że są znane (lub nie) na instagramie. Absolutnie koniecznie muszą mieć zdjęcie ze słonecznikiem. I – co przecie jasne – to nie może być zdjęcie ze słonecznikiem w tle!

Nie będzie też wystarczająco interesujące zdjęcie obok słonecznika. Dopiero trzymanie tego słonecznika w łapie spowoduje zazdro u koleżanek i mnóstwo lajków od bliższej i dalszej rodziny.

 

 

A to, że takie łapanie słonecznika skończy się jego szybkim zwiędnięciem to już przecież problem właściciela pola. W ten sposób najłatwiej dostępne słoneczniki szybko więdną, a baba ze swoim Januszem wybierają się na wędrówkę w głąb pola bo tam są ładniejsze kwiaty.

Widziałem na jednym z pól słoneczników nawet wydeptaną ścieżkę w głąb, byle dostać się do tych ładniejszych. A te zdeptane po drodze to problem właściciela pola!

 

 

PRZYCHODZI BABA NA POLE SŁONECZNIKÓW

 

I tak się zastanawiam jak wygląda ten pomysł by tam pojechać? Grażyna zobaczy w internetach zdjęcia słoneczników i mówi do Janusza:

– Widziałeś, że Stefa ma zdjęcie w słonecznikach? Ja myślę, że z naszą czerwoną sofą w słonecznikach wyglądałabym oczywiście lepiej niż ona!

I Janusz od razu prasuje odświętną koszulę (tą do kościoła), a sofę wlecze na tylne siedzenie suva, żeby Grażyna zrobiła wrażenie na koleżankach?

I naprawdę żadna Grażyna ani Janusz nie wpadną na to, że niszczą tam na polu czyjeś uprawy?

 

 

 

PS 1

Pól ze słonecznikami wokół Poznania jest więcej. Niektóre zdjęcia pochodzą z nich właśnie.

 

PS 2

Właściciele pozostałych pól, na których sfotografowałem słoneczniki mogą spać spokojnie. Nie zdradzę gdzie rosną. Żeby w weekend nie przyjechały tabuny Januszy i Grażyn zadeptać wszystko…

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments