Są takie drogi, które są obietnicą przygody, wolności i tej jednej piosenki, która zawsze leci w radiu dokładnie w momencie, gdy ocean pojawia się po lewej stronie. Highway 1 właśnie wróciła w pełnej krasie — i to wcześniej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Highway 1 – droga się nie poddała
Po miesiącach (a właściwie latach…) walki z naturą, osuwiskami i kaprysami kalifornijskiej geologii, odcinek między Carmel a Cambria w legendarnym Big Sur został w całości otwarty. Tak, cały. Bez objazdów, bez zawracania, bez „sorry, road closed”.
Wszystko przez osuwisko Regent’s Slide, które w lutym 2024 roku skutecznie przerwało jedną z najbardziej fotogenicznych tras świata. Ale Kalifornia nie byłaby Kalifornią, gdyby powiedziała „nie da się”.
Ekipy Caltrans pracowały siedem dni w tygodniu, używając zdalnie sterowanych maszyn, dronów, „pająków” na gąsienicach i tysięcy stalowych wzmocnień wbitych w zbocza klifów. Brzmi jak plan filmu akcji? Trochę tak. Efekt? Droga gotowa 90 dni przed terminem.
Nie bez powodu gubernator Kalifornii mówił o „przywróceniu życiodajnej arterii wybrzeża”. Bo Highway 1 to nie tylko asfalt — to być albo nie być dla lokalnych kawiarni, motelowych rodzinnych biznesów i wszystkich tych miejsc, gdzie kawa smakuje lepiej, bo pita z widokiem na Pacyfik.
Highway 1 – jedna z najbardziej spektakularnych wypraw
Wyjeżdżając z Monterey w stronę południa, wjeżdżacie na ponad 120 mil drogi, która zupełnie ignoruje pojęcie „szybkiego przejazdu”. Highway 1 nie służy do liczenia kilometrów — służy do zbierania zachwytów. Zakręty zawieszone nad oceanem, klify, mgły i widoki, które co chwilę zmuszają do zjechania na pobocze „tylko na minutkę”. Ten odcinek zawsze zajmuje więcej czasu, niż planujecie… i bardzo dobrze. Bo kto raz tu był, ten już zawsze będzie do tej drogi wracał — choćby myślami.
Dlatego jeśli planujecie amerykański road trip to koniecznie zaplanujcie w nim przejazd Highway 1. I pamiętajcie, ta droga jest patrolowana z powietrza!